„Chcesz coś zmienić w swoim życiu?…”

Od dłuższego czasu obserwuję na Facebooku pewien trend, który chciałam Wam przybliżyć. Zazwyczaj staram się nie komentować niedorzecznych tematów na portalach społecznościowych, gdyż wiemy, jaki będzie tego finisz, jednakże w tej sytuacji postanowiłam zabrać głos, gdyż zbyt wiele osób może ucierpieć. W związku w powyższym powstał ten luźny wpis.

„Chcesz zmienić coś w swoim wyglądzie? Napisz chcę, a napiszę do ciebie priv” – widzieliście takie posty? Ja widuje je bardzo często na wszelkich możliwych grupach tematycznych, bazarkach itp. Jak widać po ilości lajków i komentarzy „chcę” cieszą się one dużym zainteresowaniem i odzewem. Kto z nas nie chce czegoś u siebie zmienić? W takich żyjemy czasach, że każdy chce wyglądać jak ktoś inny. Chcemy być jak Pani z Instagrama, dziewczyna z Facebooka, czy Pan z okładki magazynu. Nie docierają do nas argumenty, że to piękno, które tak nam imponuje, jest wystylizowane, zretuszowane i okupione godzinami pozowania (i głodzenia!). Wiedząc już, że chcemy być kimś innym i mamy dużą potrzebę zmiany możemy być pewni, że taki post „Chcesz zmienić coś w swoim wyglądzie? Napisz chcę, a napiszę do ciebie priv” spotka się z dużym zainteresowaniem.

Co myśli sobie osoba, która napisze „chcę” i czeka na wiadomość priv od autorki posta?

Część spodziewa się jakiejś cudownej diety, dzięki której utraci nadprogramowe kilogramy w ciągu tygodnia (no dobra miesiąca), większa część cudownych suplementów, które w końcu pozwolą im wygrać z nadwagą, jeszcze innymi kieruje ciekawość. Co dalej? Co dostają na „priv”? Otóż zaproszenie do tajnej grupy, w której to członkowie mają wspólnie motywować się, wrzucać przepisy na zdrowe dania i opisywać swoje efekty. Czyli jednak – o odchudzanie głównie tu chodzi.

Po dołączeniu do grupy możesz dowiedzieć się też, że musisz kupić (nie dadzą za free) „naturalne” suplementy. Jeśli kupisz je dla siebie to firma, (czyli jednak jakaś firma, a nie dobra dusza chcąca pomóc bezinteresownie) wspaniałomyślnie dorzuci witaminowe żelki i kapsułki dla twojej pociechy. Obserwujesz posty innych członków grupy, jak to stracili kilogramy, poprawili swój wygląd (w makijażu z rodzaju natural), odporność i generalnie są szczęśliwsi. Co jest tego zasługą?

PROGRAM! Dostajesz cennik magicznych kapsułek, które są najnaturalniejsze na świecie, gdyż są to wyciągi z najczystszych na świecie wszelkich owoców i warzyw. Czy już zapaliła się Tobie czerwona lampka??? To czytaj dalej. „Z warzyw i owoców odciągnięta jest woda (?!) i cukier (?!) po czym kapslowane są (piwo?) w kapsułki i w takiej formie trafiają do konsumentów”. Dalej dowiemy się, że nie zawierają barwników, sztucznych dodatków itd.

Czy tylko dla mnie brzmi to tak niedorzecznie, że aż podnosi ciśnienie? Czy naprawdę przedstawiciele takich firm uważają, że mamy takie ograniczone społeczeństwo? Kim są osoby werbujące potencjalnych klientów? Nie wiem, ale na pewno nie są to osoby z wykształceniem dietetycznym (prawdziwym, a nie po kursie weekendowym).

Jedzenie warzyw i owoców jest warunkiem zdrowej, zbilansowanej diety, wie to każdy, jednak faktycznie Polacy mają problem ze spożyciem takiej ilości warzyw, jaką powinni. Czy jednak chcemy uczyć nasze dzieci łykania kapsułek zamiast jedzenie kalafiora czy pomidora?

W grupie zwolenników programu można przeczytać, że skoro dzieci nie jedzą warzyw to, chociaż w taki sposób (łykając suplementy) zapewnimy im odpowiednią ilość potrzebnych witamin i minerałów.

Brak mi słów, aby wyrazić absurd tego stwierdzenia.

Naturalne dla nas, jak i dla naszych dzieci, jest jedzenie produktów, które dała nam natura. Chyba, że widzieliście drzewa kapsułkowe to dajcie znać – chętnie zobaczę.

W tym całym bełkocie moim faworytem jest informacja, że z owoców odciągnięto wodę i cukier.

O ile odciągnięcie wody, czyli jak domniemam wysuszenie lub liofilizacja nie są niczym nowym. Od dawna znamy owoce i warzywa suszone oraz liofilizowane, o tyle „od cukrzenie” owoców i warzyw to dość pionierskie podejście. Owoce (poza awokado) w większości składają się z wody i węglowodanów, ale czy to źle? Nie! Są to składniki, które stanową elementy dobrze zbilansowanej diety warunkującej zdrowie. Oczywiście wyekstrahowana fruktoza (cukier owocowy) dodawana do napojów, dżemów i deserów nie przyniesie nam żadnych korzyści zdrowotnych, ale kiedy zjadamy ją w owocach w towarzystwie wody, błonnika, flawonoidów, witamin i minerałów nie stanowi dla nas żadnego zagrożenia.

Ponadto jedząc owoce i warzywa dostarczamy właśnie wodę, która jak wiemy jest jednym z podstawowych składników niezbędnych do życia.

Firma reklamuje się, jako naturalna, w Internecie ma bardzo dobry PR i nie znajdziemy złego słowa na jej temat (oprócz ceny). Być może jest to jeden z lepszych suplementów na rynku, niestety nie dotarłam do takiej informacji. Jednak nadal jest to tylko SUPLEMENT!

Podstawą zdrowia jest zdrowe żywienie będące elementem stylu życia. Zalecenie żywieniowe jest bardzo proste i od lat takie same, niestety nudne i dlatego tak chodliwe są mody na różne diety alternatywne oraz coraz to nowsze kapsułki.

Zdaję sobie sprawę, że po przeczytaniu tego tekstu i tak znajdą się osoby, które spróbują jeszcze nie raz kolejnego cudownego suplementu, „bo może ten zadziała”:).

Jeszcze jedno. Jeśli chcecie, aby wasze dzieci jadły zdrowo, zacznijcie zmiany od siebie. Rodzic/opiekun jest wzorem do naśladowania. Jeśli chcesz, aby Twoje dziecko jadło warzywa i owoce sam musisz je jeść a nie wciskać mu kapsułki z brokułu.

Dołączam też zdjęcie pochodzące z wspomnianej grupy wsparcia. Autorka zdjęcia wstawiła je z dumą na potwierdzenie swojego zdrowego żywienia. Masz takie same odczucia jak, ja? 🙂

Warsztaty dietetyczno-kulinarne – 28.10.2017r.

„Pogaduchy o jedzeniu przy wspólnym pichceniu.”

Podczas naszego spotkania panuje bardzo domowa i luźna atmosfera. Gotujemy zdrowe dania i rozmawiamy o tym co w żywieniu jest zalecane aby czuć się dobrze i czerpać z życia jak najwięcej.

Zgłoszenia na warsztaty przyjmuję przez fb w wiadomości prywatnej. Minimalna ilość osób konieczna aby warsztaty mogły dojść do skutku to osiem. Koszt uczestnictwa w warsztatach wynosi 100 zł od osoby.

Serdecznie zapraszam 😉

Stevia – Jako naturalny słodzik!

Stevia – Jako naturalny słodzik!

Stevia rebaudiana jest małym krzewem powszechnie rosnącym w Paragwaju, gdzie znana jest jako Kaa-he-e – miodowe liście. Rdzenni mieszkańcy Ameryki Południowej używali tej rośliny od kilku tysięcy lat w kuchni jako substytut cukru oraz w medycynie ludowej. Częścią rośliny zawierającą związki słodzące są liście, dlatego stewia niekiedy jest nazywana „miodowym liściem”. Suszone liście stewii są ok. 30-45 razy słodsze od cukru buraczanego. Roślina została nazwana Stevia rebaudiana na cześć paragwajskiego chemika Ovidio Rebaudiego (1860-1931), który jako pierwszy zwrócił uwagę na substancje słodzące znajdujące się w stewii. Rodzaj Stevia obejmuje około 150-300 gatunków, ale tylko jeden z nich Stevia rebaudiana ma wyjątkowe właściwości słodzące. Zawarte w niej stewiozydy i rebaudiozydy są około 200-300 razy słodsze od roztworu sacharozy o stężeniu 0,4%. W porównaniu do sacharozy, liście stewii nadają bardziej intensywny smak, dłużej utrzymujący się w ustach. Niektóre ekstrakty ze stewii w zbyt dużych stężeniach mogą nadawać gorzki lub lukrecjowy posmak.

ZASTOSOWANIE :

Jak wskazują doniesienia naukowe, oferowane słodziki ze stewi są oporne na działanie wysokich temperatur (do ok. 180-200°C), dlatego nadają się do gotowania i pieczenia, chociaż słodzik nie zamienia się w karmel, nie dodaje kruchości ciastkom, ani nie zrumienia się.

DZIAŁANIE :

Stewiozydy są w układzie pokarmowym człowieka w całości metabolizowane przez mikroflorę jelitową do stewiolu, nie dostarczając przy tym kalorii, a ponieważ nie podnoszą poziomu glukozy we krwi, mogą być zalecane diabetykom. Literatura donosi, że spożywanie liści stewii redukuje uczucie apetytu na potrawy tłuste i słodycze. Ponieważ liście stewii nie zawierają fenyloalaniny, mogą być stosowane przez osoby chore na fenyloketonurię. Inne badania dowiodły także, że stewia zwiększa wrażliwość organizmu na insulinę i dodatkowo może stymulować jej wytwarzanie, przez co wspomaga leczenie cukrzycy. Ponadto, glikozydy diterpenowe stewii ograniczają próchnicę zębów powodowaną przez Streptococcus mutans, m.in. dlatego że działają bakteriobójczo i grzybobójczo. Badania wykazały, że związki te mogą być łączone ze związkami fluoru w pastach do mycia zębów. Stewiozydy wykazują dużą aktywność w stosunku do bakterii E. coli, a jednocześnie mają nieznaczny wpływ na pożyteczne bakterie z rodzajów Lactobacillus i Bifidobacterium, a więc takie, które są stosowane w produkcji mleczarskiej, np. jogurtów.

CZY BEZPIECZNA?

W 1991 r. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) oznaczyła stewię jako „niebezpieczny dodatek do żywności” i zabroniła jej importu. Zakaz obowiązywał do uchwalenia w 1994 r. Ustawy o leczeniu i edukacji w zakresie suplementów diety (Dietary Supplement Health and Education Act), która zmusiła FDA do zmiany w 1995 r. swojego stanowiska i dopuszczenia stewii do obrotu jako suplementu diety, ale nie jako dodatku do żywności. Wówczas okazało się, że wiele badań dowodzących szkodliwości ekstraktów ze stewii było wykonanych nierzetelnie i do dzisiaj są krytykowane za błędy metodyczne, analityczne, a nawet za łamanie zasad dobrej praktyki laboratoryjnej (GLP). Przykładowo, w cytowanych badaniach wykonanych na komórkach bakterii Salmonelli typhimurium TM677, okazało się, że użyty szczep był wyjątkowo wrażliwy na zastosowane związki (w tym na stewiol, który powstaje jako metabolit stewiozydów), zaś obserwowane zmiany w kodzie genetycznych komórek bakterii były niewielkie. Dlatego w 2006 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przeprowadziła dokładną analizę badań nad składnikami stewii, przeprowadzonych na zwierzętach i ludziach. Stwierdzono, że związki te nie wykazują genotoksyczności w warunkach in vitro. Co ważniejsze, genotoksyczność stwierdzana w badaniach laboratoryjnych (w warunkach in vitro), nie była obserwowana w warunkach in vivo (w żywych organizmach). Potwierdziły to dalsze, już poprawnie wykonane badania, w tym badania na ludziach (ochotnikach). Nie wykazano również, aby stewiol ulegał hydrolizie w układzie pokarmowym z powstaniem związków toksycznych dla organizmu człowieka. Nie znaleziono zatem dowodów na szkodliwość (rakotwórczość i mutagenność) stewii. Badania kliniczne, prowadzone z użyciem oczyszczonych ekstraktów rebaudiozydów i stewiozydów wskazały brak farmakologicznej aktywności tych substancji przy dawkach do 1000 mg/dobę. W wyniku tych analiz, w 2008 r. FDA zatwierdziła status GRAS dla słodzików Truvia i PureVia (czyli czystych preparatów substancji słodzących otrzymanych ze stewii), z zastrzeżeniem, że tego typu słodziki nie powinny być stosowane do mięsa, produktów drobiowych i odżywek dla niemowląt Stevia rebaudiana w UE – stan aktualny.

Badania naukowe wykazują, że stewia oprócz właściwości słodzących posiada właściwości terapeutyczne. Naukowcy stwierdzili, że regularne spożywanie stewiozydów może obniżać poziom cukru we krwi, zmniejszać wchłanianie glukozy, zwiększać insulinowrażliwość tkanek, obniżać ciśnienie tętnicze krwi, a także działać przeciwzapalnie oraz przeciwnowotworowo.

Analizując publikacje naukowe, można stwierdzić, iż stewia jest nadzieją dla osób cierpiących na cukrzycę oraz otyłość, jednak potrzeba więcej wyników badań, aby jednoznacznie potwierdzić jej wpływ na nasz organizm.

Niedożywienie – choroba naszych czasów.

Niedożywienie utożsamiane jest z niedostatkiem żywności i interpretowane jako wynik ubóstwa i głodu. Powszechnie obca jest wiedza, iż problem ten istnieje również w krajach rozwiniętych, w których jedzenia nie brakuje. A dotyka to, niestety, szpitali. Paradoksalnie mimo dostatku pożywienia ludzie również w naszym kraju cierpią z powodu niedożywienia, a nierzadko także, jest ono przyczyną ich śmierci.

Zaburzenie stanu odżywienia, czyli zarówno: niedożywienie jak i otyłość – są najczęstszym odchyleniem od stanu zdrowia. W dzisiejszych czasach niedożywienie w naszym kraju to wcale nie rzadkość. U 30 % chorych prawidłowo odżywionych niedożywienie rozwija się po przyjęciu do szpitala, a u 70 % niedożywionych w chwili przyjęcia ulega dalszemu pogłębieniu w czasie hospitalizacji. Zjawisko to ma już swoją nazwę, określane terminem „niedożywienie szpitalne”. Wstępne wyniki ogólnopolskiego programu oceny występowania niedożywienia u pacjentów hospitalizowanych pod kierownictwem dr n.med. Teresy Korty z II Zakładu Anestezjologii i Intensywnej Terapii Akademii Medycznej w Warszawie wskazują, iż skala zjawiska niedożywienia nie jest znana lekarzom, a wyniki badania przeprowadzone na 3000 pacjentów z 86 oddziałów są zaskakujące. Niedożywienie rozwija się wraz z przewlekłą chorobą i występuje u około 30% chorych przy przyjęciu do szpitala, najczęściej u chorych w wieku podeszłym (50%), z chorobami układu oddechowego (45%), z chorobami zapalnymi jelit (80%) i na nowotwory złośliwe (85%).

Samo niedożywienie ma wiele przyczyn, a najistotniejsze jest ich wczesne wykrycie. Grupy szczególnie narażone na niedożywienie to dzieci, osoby starsze, a także pacjenci większości oddziałów szpitalnych. Zaskakujący może być fakt, iż w grupie ryzyka są także osoby otyłe, gdyż nagromadzenie tkanki tłuszczowej nie oznacza dobrego stanu odżywienia.

W ostatnich latach coraz więcej uwagi poświęca się problemowi wpływu żywienia na stan zdrowia, a także zależności między niewłaściwym stanem odżywienia, a pogarszaniem procesu leczenia. Należy szczególną uwagę zwrócić na wspomniane już „niedożywienie szpitalne”. Termin ten znany jest już od lat 50. jednak do tej pory niedożywienie jest rzadko rozpoznawane i nie jest brane pod uwagę w procesie leczenia. Należy podkreślić, iż prawidłowe odżywienie pacjenta, jest tak samo ważne jak jego właściwe leczenie, a w zasadzie powinno być klasyfikowane, jako jeden z elementów terapii.

Przyczyn niedożywienia szpitalnego jest wiele i zwykle nakładają się na siebie. Przede wszystkim brak identyfikacji pacjentów niedożywionych lub narażonych na jego wystąpienie, następnie sama choroba i związane z nią aspekty, zaniedbania ze strony personelu medycznego, a także jakość diety szpitalnej oraz niezatrudnianie fachowców w dziedzinie żywienia. Dietetyków w naszym społeczeństwie mamy wielu, niestety ich wiedza i umiejętności nie są wykorzystywane w służbie zdrowia. Nadrzędną jednak przyczyną tak powszechnego w polskich szpitalach zjawiska niedożywienia jest niedostrzeganie tego problemu przez Narodowy Fundusz Zdrowia oraz służby medyczne.

Analiza kosztów leczenia przeprowadzona w Stanach Zjednoczonych wykazała, że leczenie pacjenta źle odżywionego jest droższe. Włączenie leczenia żywieniowego zmniejszyło koszty kuracji z 42 tys. do 18 tys. dolarów. Badanie to dowodzi, iż również aspekt ekonomiczny przemawia za wdrożeniem właściwego (pełnowartościowego) żywienia od początku leczenia.

Obecnie dysponujemy dużymi możliwościami żywienia chorych:

– drogą doustną
– dojelitową (z pominięciem jamy ustnej)
– tzw. żywienie pozajelitowe polegające na podawaniu składników odżywczych dożylnie (nie należy mylić z podawanie środków farmokologicznych pod postacią kroplówek)

Dobór sposobu żywienia zależy od wielu czynników, m.in.:

– czy możliwe jest żywienie pacjenta w sposób tradycyjny
– od stanu zdrowia
– poziomu odżywienia (czy jest dobrze odżywiony, czy niedożywiony)
– planowanego leczenia
– a także akceptacji chorego

Cała procedura planowania żywienia, jego monitoringu oraz ewentualnej modyfikacji wymaga szerokiej wiedzy z różnych dziedzin medycyny, dlatego powinno być ono prowadzone przez odpowiednio wykwalifikowany do tego zespół.

Dieta z gazety Od znajomych…?

Dieta z gazety Od znajomych Czy od dietetyka Kogo słuchać?

Bycie pięknym, szczupłym i młodym to aktualne priorytety współczesnego społeczeństwa.

Moda na szczupłość jest cały czas aktualna, mimo licznych zapowiedzi negowania promowania zbyt chudych modelek, nadal na wybiegach królują zabiedzone dziewczęta. Media promują smukłą sylwetkę, półki w sklepach odzieżowych uginają się pod ubraniami w rozmiarach XS i S. Na każdym kroku w prasie, telewizji, internecie dają o sobie znać reklamy cudownych produktów gwarantujących szybkie zgubienie nadmiaru kilogramów w tym: kapsułek na odchudzanie, dietetycznych koktajli zastępujących normalną żywność, granulek pęczniejących w żołądku. Dla bardziej wytrwałych czasopisma proponują cudowne, gwarantujące szybką redukcję wagi diety, a wydawcy polecają książki o tematyce dotyczącej łatwego gubienia kilogramów. Autorzy wspomnianych publikacji często nie mają pojęcia o zdrowym odżywianiu, racjonalnym odchudzaniu i nastawiają się jedynie na szybkie efekty, nie przewidując długofalowych skutków takiego eksperymentowania z własnym metabolizmem. Nierzadko czytając książki o tym jak szybko, bez wysiłku i bez wyrzeczeń zgubić kilkadziesiąt kilogramów można odnieść wrażenie, że autorzy prześcigają się w głupocie swych zaleceń, a raczej herezji, w których cel jest jeden – zysk. Cała ta machina opiera się na naiwności i lenistwie społeczeństw – powszechna chęć posiadania i zjedzenia ciastka.

Ciekawy jest fakt, iż wiedza na temat popełnianych grzechów żywieniowych jest bardzo duża, większość potrafi bez problemu wymienić przyczyny tycia, złego samopoczucia, braku energii, jednak już sama praca nad tym nie jest taka łatwa i tu potrzebna jest osoba, która wskaże właściwą drogę.

Szczęśliwy ten, kto zaczyna odchudzanie z dietetykiem, gdyż osoby, które stosowały wiele różnych cudownych diet bez kontroli fachowca doprowadzają do rozchwiania metabolizmu i występowania efektu jojo. Paradoksalnie im więcej się odchudzamy tym trudniej nam schudnąć.

Skutki diet cud:

– spowolnienie metabolizmu – trudności w zrzuceniu wagi;

– deficyt witamin i minerałów skutkujący złym samopoczuciem, pogorszeniem stanu zdrowi i rozwojem chorób niedoborowych;

– u kobiet zaburzenia miesiączkowania;

– uszkodzenie serca, wątroby, nerek i innych istotnych organów;

– w skrajnych przypadkach anoreksja.

Właściwe postępowanie:

– gubienie kilogramów systematycznie, w tempie nie obciążającym organizmu (najlepsze tempo 0,5-1 kg/tydzień);

– indywidualna dieta układana dla każdego pacjenta odrębnie uwzględniająca: stan zdrowia, rodzaj wykonywanej pracy, preferencje żywieniowe oraz możliwości finansowe;

– włączenie aktywności ruchowej dostosowanej do możliwości zainteresowanego;

– zbilansowana dieta dostarczająca wszystkich składników we właściwych proporcjach;

– utrwalenie nawyku zdrowego odżywiania na całe życie.

BLW – czyli kulinarny wybór niemowlaka.

BLW (ang. Baby Led Weaning) – to sposób karmienia dziecka oparty na jego wyborach kulinarnych. Metodę tą stosuje się wśród dzieci potrafiących już samodzielnie usiąść (ok. 6-7 mż.), którym podaje się różnorodne pokarmy stałe, jak warzywa, owoce, kasze, makarony, podane w formie ułatwiającej chwycenie pokarmu rączką przez dziecko (np. krążki pokrojonej marchewki, kawałki banana, różyczki brokułów, łyżka kaszki itd.). niemowlę samodzielnie poznaje nowe pokarmy, pozwala się mu jeść palcami, stopniowo jest przyzwyczajane do używania sztućców. Równocześnie dziecko karmione jest mlekiem matki lub modyfikowanym. Według autorów metody, niemowlę w ciągu kilku miesięcy powinno być w stanie samodzielnie spożyć posiłek.

Z medycznego punktu widzenia metoda jest bardzo pomocna w rozwoju akceptacji i preferencji smakowych u dzieci. Nauka pobierania pokarmu z łyżeczki, picia z kubeczka, czy radzenia sobie z pokarmami o większej gęstości (zupki, papki owocowe i warzywne) uaktywnia kolejne mięśnie twarzy i jamy ustnej, które będą konieczne do nauki mówienia.

Należy pamiętać, iż niezależnie od metody karmienia ok. 1/3 niemowląt i małych dzieci odmawia jedzenia niektórych pokarmów. Mieści się to w granicach normy tak długo, jak nie dotyczy to coraz szerszej grupy podstawowych, pełnowartościowych posiłków. Warto pamiętać, że to rodzic decyduje co dziecko będzie jadło oraz kiedy i jak podać jedzenie. Dziecko natomiast podejmuje decyzję, czy będzie jadło i jak dużo.

Aby zachęcać lub nauczyć dziecko spożywania określonych pokarmów należy przede wszystkim zadbać o neutralną, spokojną, atmosferę podczas karmienia. Dziecko będzie unikać sytuacji, które są dla niego nieprzyjemne lub źle mu się kojarzą. Zamiast pytać dziecko „co zje” należy zaproponować mu dwa różne pełnowartościowe posiłki. Sprawi to poczucie u dziecka możliwości wyboru i że to ono decyduje, a rodzice będą mieli pewność, że otrzymało zdrowy posiłek.

Dziecko może nie mieć ochoty na daną potrawę i ma do tego prawo, ale nie oznacza to, że trzeba przyszykować alternatywny posiłek. Niektóre dzieci powoli i stopniowo uczą się akceptacji nowych produktów. Niepewność i niechęć do próbowania nowych posiłków jest najsilniej wyrażana między 2. a 5. rokiem życia, a dotyczy właśnie najczęściej warzyw, owoców i mięsa. Warto pamiętać, że taka odmowa jedzenia nie jest trwała, a częste podawanie dziecku określonego pokarmu (10-15 razy) powoduje stopniową akceptację produktu. Udowodniono również, że dziecko chętnie próbuje nowych pokarmów, jeśli rodzic/opiekun ma to samo na talerzu.

Źródło:

Metoda BLW [online]; Horvat-Stolarczyk A.; Rybak A.; Medycyna Praktyczna Pediatria [dostęp 05.11.2012]; Dostępny w internecie: http://pediatria.mp.pl/zywienie/show.html?id=7357.